Szlak bojowy kompanii pakoskiej

 

                        Wybuch Powstania Wielkopolskiego zwykle kojarzy się nam ze znanymi z podręczników historii scenami uwiecznionymi na starych fotografiach. Jednym z najczęściej prezentowanych momentów jest z pewnością przyjazd do stolicy Wielkopolski męża stanu Ignacego Jana Paderewskiego. Powszechne jest twierdzenie, że pojawienie się tego polityka w mieście nad Wartą stało się iskrą, która doprowadziła do wybuchu  powstania narodowego w Poznaniu i rozprzestrzenienia się go po całej Wielkopolsce. Jest to jednak pogląd nie do końca prawdziwy i zarazem krzywdzący dla wywodzących się z małych miejscowości oddziałów powstańczych, które również miały swój niezaprzeczalny wkład w odniesienie zwycięstwa. Nie wolno nam zapominać o wieloletnich, zakrojonych na szeroką skalę działaniach patriotycznych, których końcowym efektem była gotowość społeczeństwa do walki o niepodległość.

                        Żyjący pod zaborem mieszkańcy Pakości z radością przyjęli wieści o tworzeniu zrębów niepodległej Polski na terenie zaboru rosyjskiego. Przejęcie władzy przez J. Piłsudskiego stało się sygnałem dla mieszkańców dawnych ziem polskich, że czas zamanifestować w sposób otwarty chęć powrotu do macierzy. Podejmowane przez nich na przestrzeni wielu lat działania patriotyczne miały teraz przynieść wymierne efekty. Również obywatele naszego miasta usłyszeli głośno bijący zegar historii. W listopadzie 1918 doszło tu do wydarzeń, które miały odcisnąć trwałe piętno na losach ziem położonych nad Notecią. Z inicjatywy pakoskich działaczy patriotycznych powołano do życia Radę Robotniczą i Żołnierską. Zebranie założycielskie odbyło się w lokalu Jesionowskiego na rynku. Stała się ona ważnym organem władzy w Pakości. Co najbardziej istotne znajdowała się pod całkowitą kontrolą Polaków. Tylko dla zachowania pozorów dobrano do jej składu dwóch Niemców, którzy nie mogli w sposób zasadniczy wywierać żadnego wpływu na dalszy bieg wypadków.

                      23 listopada 1918 roku świeżo wybrany przewodniczącym Rady Robotniczo – Żołnierskiej w Pakości  Leon Leszczyński, naczelnik i wieloletni działacz miejscowego Sokoła oraz jego zastępca  Władysław Poczekaj,  z kilkoma ochotnikami dokonali rozbrojenia stacjonującego w mieście garnizonu niemieckiego.

LEON LESZCZYŃSKI

                  Większość sił niemieckich była zlokalizowana na terenie cukrowni Union. Unieszkodliwienie tych oddziałów miało doniosłe znaczenie. Wyprzedziło o cały miesiąc wypadki, jakie miały miejsce w Poznaniu, a które stały się hasłem do wybuchu powstania na obszarze dawnej prowincji poznańskiej. Oswobodzenie Pakości spod panowania zaborcy było również wyrazem gotowości podjęcia zdecydowanej akcji zbrojnej przeciwko Niemcom.

TOWARZYSTWO GIMNASTYCZNE SOKÓŁ

                  Nie sposób przecenić tutaj roli Towarzystwa Gimnastycznego Sokół w kształtowaniu postaw patriotycznych poddanego ostrej germanizacji społeczeństwa. Część ochotników gotowych do podjęcia walki z okupantem wywodziła się właśnie z jego szeregów. Dnia 29 grudnia stojący na jego czele Leon Leszczyński uczestniczył w naradzie naczelników gniazd sokolich w Poznaniu. Następnego dnia zdał on sprawozdanie z przebiegu spotkania i podzielił się z pakościanami wieściami o wybuchu powstania. Były to pierwsze oficjalne i potwierdzone wiadomości o tak doniosłym znaczeniu, które przyjęto z wielkim entuzjazmem.

                      W nocy z 4 na 5 stycznia 1919 roku przybyli z Inowrocławia do Pakości konni gońcy z wezwaniem o pomoc orężną. Przystąpiono do rozbrajania miejscowej żandarmerii, policji oraz obywateli niemieckich. Obejmowano w polskie posiadanie wszystkie urzędy. Samo miasto zabezpieczono wzmocnionymi posterunkami. Podczas, gdy młodzież harcerska i starsi wiekiem powstańcy wystawiali warty, pozostali spieszyli na miejsce zbiórki – dziedziniec kościoła klasztornego. Tam do pełnych zapału ochotników przemówił w kilku patriotycznych słowach miejscowy proboszcz -  ks. Józef Kurzawski. 

KS. JÓZEF KURZAWSKI

Nie jest przypadkiem, że ten człowiek był jedną z czołowych postaci ruchu patriotycznego i jego to poparciu należy przypisać tak spontaniczny udział mieszkańców naszego miasta w zrywie niepodległościowym. Jemu też historia wyznaczyła rolę szczególną.   Pakoski proboszcz był od roku 1911 posłem na sejm pruski. Wraz ze znanym z powstań śląskich Wojciechem Korfantym walczył o poprawę losu społeczeństwa polskiego w rzeszy niemieckiej. Był również bliskim przyjacielem prekursora spółdzielczości ks. Piotra Wawrzyniaka. W roku 1902 założył w Pakości Towarzystwo Robotników Katolickich. Na wzór związków zawodowych w Niemczech zorganizował kasę pogrzebową, zapewniając jej członkom godny pochówek. Wiele starań i czasu poświęcił na ratowanie kaplic pakoskiej kalwarii. W 1919 r. z jego inicjatywy powstało Towarzystwo Upiększania Dróg Kalwaryjskich. W Pakości Kurzawski nosił przydomek „złotoustego kaznodziei”. Trudno się więc dziwić, że błogosławieństwo proboszcza było dla powstańców szczególnie ważne. Po jego otrzymaniu cała kompania bojowa w sile 120 ludzi wyruszyła furmankami do Inowrocławia. Wydarzenie to upamiętnia stojący na dziedzińcu klasztornym pomnik. Umieszczony ma nim napis głosi: "Z tego miejsca w dniu 5 stycznia roku pańskiego 1919 o godz. 5 rano ks. proboszcz Józef Kurzawski pobłogosławił powstańców z Pakości wyruszających pod dowództwem Władysława Poczekaja na odsiecz Inowrocławia.”  

 WŁADYSŁAW POCZEKAJ

                  Większość ochotników zgłaszających akces do oddziału miała już doświadczenie bojowe nabyte w wojsku pruskim. Byli to zaprawieni w walce weterani, świadomi okrucieństw wojny. Dlaczego ludzie, którym udało się przeżyć 4 lata w okopach I wojny światowej i uniknąć śmierci na polach Francji i Belgii z taką łatwością podjęli decyzję o chwyceniu za broń? Przecież „nikt im iść nie kazał”, jak głosi motto umieszczone na pomniku poległych w powstaniu. Nie byli już żołnierzami armii pruskiej. Nie groziła im też śmierć za odmowę wzięcia udziału w walce. Odpowiedź może być tylko jedna: pragnęli poczuć się wolni. Chcieli żyć we własnym kraju i mówić w swoim ojczystym języku. Mimo zakazu nauczania języka polskiego w szkołach mieszkańcy Pakości posługiwali się nim nie tylko w mowie, ale i w piśmie.

                Dowództwo nad kompanią objął  Władysław Poczekaj, którego teść, miejscowy nauczyciel Jan Drozdowski zasłynął obroną polskości podczas strajku szkolnego. Pomnik Drozdowskich ufundowany przez żonę Poczekaja Anielę znajduje się na cmentarzu, na wzgórzu kalwaryjskim.  

STANISŁAW STOLPE

                    Zastępcą dowódcy kompanii został Stanisław Stolpe. W Pakości pozostał Leon Leszczyński, który objął stanowisko komendanta miasta.

                    Główne siły niemieckie w Inowrocławiu były skoncentrowane w koszarach przy ul. Dworcowej. Składały się one z jednego pułku piechoty i oddziału artylerii. Zacięte walki toczyły się także  o dworzec kolejowy. Pozbawione posiłków z Bydgoszczy i Torunia oddziały niemieckie, zdecydowały się na opuszczenie miasta wraz z całym uzbrojeniem. Udział w walkach o Inowrocław był dla kompanii pakoskiej chrztem bojowym. Dopiero w toku dalszych działań oddział miał udowodnić swoją wartość bojową. Kompania pakoska weszła w skład jednostek frontu północnego dowodzonego przez ppłk Grudzielskiego.

                     Oddział  z Pakości powrócił triumfalnie do rodzinnego miasta 8 stycznia, gdzie następnego dnia doszło do jego zaprzysiężenia na rynku przez ks. Józefa Kurzawskiego. Tablica upamiętniająca to wydarzenie umieszczona na ścianie jednej z kamienic przetrwała okupację hitlerowską ukryta przez powstańca Leona Kawkę. Napis na niej głosi: „Przed tym gmachem w dniu 9 stycznia roku pańskiego 1919 o godz. 10 pakoska kompania powstańcza ślubowała wierność Polsce oraz posłuszeństwo swemu dowódcy Władysławowi Poczekajowi. Ślubowanie odebrał ks. proboszcz J. Kurzawski jako Prezes Powiatowej Rady Ludowej w Mogilnie.”

                    Funkcjonowanie kompanii pakoskiej w warunkach frontowych nie byłoby możliwe bez zorganizowanego zaopatrzenia w żywność i służby sanitarnej. Służba medyczna odegrała w powstaniu niezwykle ważną, ale mało docenianą rolę. Szpital joanitów w Pakości położony był obok kościoła ewangelickiego. 

         

                          SZPITAL POWSTAŃCZY W PAKOŚCI                                     PERSONEL MEDYCZNY

Sanitariuszki rekrutowały się często z rodzin powstańczych. Jedną z nich była żona dowódcy oddziału Aniela Poczekajowa. Całością sił medycznych dowodził dr Michał Znaniecki. Po powrocie Kujaw do macierzy został on pierwszym burmistrzem Pakości i wieloletnim członkiem magistratu. Darmowo leczył i opiekował się rodzinami tych, którzy polegli w powstaniu. Pośmiertnie otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta Pakości.

                     Na nowy odcinek frontu w kierunku Barcina oddział powstańczy wyruszył już 9 stycznia. Dwa dni później w wyniku śmiałej akcji bojowej powstańcy zajęli silnie broniony przez Niemców Łabiszyn.            Początkowo w kierunku miasta wyruszył pluton pod dowództwem plutonowego Kazimierza Szmańdy. Oddział ten napotkał w pobliżu wioski Kania konny patrol niemiecki posuwający się w stronę Barcina. Doszło do krótkiej wymiany ognia. Niemcy zostali zmuszeni do odwrotu. Następnie miejscowość Kania zajął oddział kompanii pakoskiej pod dowództwem Stanisława Stolpe pełniący jednocześnie rolę straży przedniej głównych sił powstańczych.

                      11 stycznia 1919 roku odbył się przegląd kompanii. Całość sił podzielono na trzy oddziały, którym wyznaczono konkretne zadania. Pierwszym oddziałem dowodził plutonowy Kazimierz Szmańda. Udał się on ze wsi Kania w kierunku Ojrzanowa i Smogorzewa w celu obejścia Łabiszyna od strony wschodniej, dotarcia do szosy bydgoskiej na północ od Łabiszyna, odcięcia nieprzyjacielowi odwrotu lub przeszkodzenia w uzyskaniu posiłków z Bydgoszczy. Oddział ten miał szturmować miasto z chwilą usłyszenia umówionych strzałów pochodzących od pozostałych oddziałów. Szmańda w Ojrzanowie podzielił swój pluton na dwa mniejsze oddziały i z jednym z nich ruszył dalej na północ do Smogorzewa, aby dotrzeć do szosy bydgoskiej. Drugi oddział swego plutonu pod dowództwem Józefa Gutorskiego skierował na wschód, na Łabiszyn, w kierunku probostwa i cmentarza.

                      Tymczasem Szmańda ze swoimi ludźmi dotarł do wyżej wspomnianej szosy, uszkodził połączenie telefoniczne i ukrył się w przydrożnym zagajniku. Niebawem spostrzeżono zbliżający się szosą od strony Bydgoszczy konny tabor konwojowany przez 6 żołnierzy niemieckich. Szmańda w towarzystwie trzech powstańców zbliżył się do Niemców i rozbroił konwojentów. Zdobyto wóz taborowy załadowany żywnością, amunicją i 2 reflektorami. Grupa Szmańdy, udając niemiecki konwój, zbliżyła się do Łabiszyna od strony północnej. Tymczasem z Kani wyruszył szosą do Łabiszyna następny pluton kompanii, przy którym znajdował się również dowódca kompanii - Poczekaj. W odległości 1 km na południe od Łabiszyna zatrzymał się w lasku przy przydrożnej figurze. Tutaj wyłoniła się grupa szturmowa ze Stefanem Omińskim na czele, która miała ulicą Młyńską wtargnąć do miasta. Podczas, gdy grupa szturmowa prowadząc walki uliczne posuwała się skokami w kierunku śluzy, w pobliżu której znajdowała się główna kwatera dowództwa Grenzschutzu - restauracja Eberta, główny oddział kompanii ze swoim dowódcą Poczekajem zbliżył się do zabudowań folwarku Łabiszyn. Spotkał tutaj ludzi Gutorskiego, którzy zbliżając się od strony Ojrzanowa zajęli probostwo i cmentarz podchodząc do szosy. Obie grupy uderzyły na zabudowania stajenne. Po zdobyciu folwarku główne siły kompanii wtargnęły do miasta i skierowały się w kierunku śluzy stanowiącej główny punkt oporu Niemców.

                         Tymczasem do Łabiszyna zbliżał się pluton Franciszka Popielskiego, który wyruszył z Kani na Lubostroń, Nowe Miasto (dzielnica Łabiszyna) i miał zaatakować od strony południowo-zachodniej.  Pluton ten uzbrojony w karabin maszynowy posuwał się wzdłuż ul. Poznańskiej i całym ogniem paraliżował załogę niemieckich karabinów maszynowych znajdujących się w obrębie śluzy. Pierścień wokół Niemców zamykał się coraz bardziej. Od północy szosą bydgoską zbliżał się pluton Szmańdy, z którego jedna sekcja pod dowództwem Antoniego Ciesielskiego dotarła do Noteci posuwając się w kierunku śluzy i zamykając całkowicie Niemcom odwrót do Bydgoszczy. 

                         Początkowo silny opór Niemców słabł coraz bardziej, a po ostatecznym unicestwieniu obsługi ich karabinów maszynowych załamał się całkowicie. Oszołomieni tymi wypadkami Niemcy, otoczeni ze wszystkich stron przez siły powstańcze, skupili się w budynku Eberta i tam oczekiwali biernie na dalsze wypadki. Wówczas Teodor Białasik wraz z innymi powstańcami zbliżywszy się skokami do zabudowań wezwał Niemców do złożenia broni i opuszczenia budynku. Wróg usłuchał wezwania, wywiesił białą chustę i zaczął wychodzić na ulicę. Powstańcy otoczyli jeńców eskortując ich do Rynku (Plac Tysiąclecia). W ten sposób około godziny 15-tej Łabiszyn został ostatecznie zajęty. Zwycięstwo było wspaniałe. Niemcy stracili 16 zabitych i około 30 rannych, z której to liczby 8 rannych odesłano do szpitala w Pakości. Do niewoli wzięto 74 jeńców. Zdobyto 5 ciężkich karabinów maszynowych, około 100 karabinów ręcznych, większą ilość amunicji, granatów ręcznych, tabor składający się z 5 wozów i 13 osiodłanych koni. Zaledwie dwóch oficerów i kilku żołnierzy niemieckich uszło w okoliczne lasy. Zarządzony pościg nie przyniósł spodziewanego rezultatu. Po stronie powstańców poległ Franciszek Malak, który uległ nieszczęśliwemu wypadkowi. Po opanowaniu miasta oddział pakoski bronił linii Noteci w rejonie Pszczółczyna, gdzie narażony był na częste ataki ze strony niemieckiego grenschutzu.

                     W tym okresie doszło do konfliktu między Władysławem Poczekajem, a stacjonującym w Łabiszynie dowódcą odcinka kpt. Tomaszewskim. W trudnym obecnie do rozstrzygnięcia sporze powstańcy stanęli po stronie swego pierwszego dowódcy, który jednak decyzją władz powstańczych został przeniesiony do innego pododdziału. Sprawa znalazła swój finał w sądzie. Już w okresie powojennym wydał on wyrok korzystny dla Poczekaja i oddalił zarzuty dezercji i buntu.

                     Nowym dowódcą kompanii pakoskiej został mianowany Jan Czerniak. Stanął on na czele naszego pododdziału w okresie walk na odcinku frontu północnego w rejonie Kcyni.  

JAN CZERNIAK

                     Powstańcy otrzymali tutaj trudne zadanie obrony odcinka Słonawy – Elizewo - Szczepice, na północ od drogi Szubin – Kcynia. Rejon ten był częstym celem ataków niemieckich. Do szczególnie krwawych walk doszło tu 3 lutego. Powstańcy kilkakrotnie tego dnia opuszczali i odzyskiwali swoje stanowiska, by w końcowym efekcie odnieść zwycięstwo. Na polach pod Elizewem i Słonawami pozostało na zawsze  sześciu powstańców z Pakości.

                    Dnia 21 lutego 1919 roku dowództwo frontu północnego przeniosło kompanię pakoską na odcinek V w okolice Gołańczy, pod rozkazy kpt. Barcza. Mimo podpisanego rozejmu oddziały niemieckie ciągle nękały pozycje powstańcze. Zaciekłe walki miały tu miejsce na przełomie kwietnia i maja pod miejscowościami Lipa, Nowy Dwór, Jaktorowo i Jeleń. W ich wyniku życie stracili kolejni powstańcy z pakoskiego oddziału.

                        8 maja 1919 roku kompania pakoska została wycofana do Poznania, a później wcielona jako 2 kompania do I batalionu (dowódca – kpt. Felicjan Maryński) 9 pułku strzelców wielkopolskich dowodzonego przez płk J. Skorupkę-Padlewskiego. Część powstańców wcielono do różnych rodzajów broni zgodnie z posiadanym przeszkoleniem specjalistycznym. W składzie pułku uczestniczyli w dalszym ciągu w walkach pod Nakłem oraz na froncie południowym pod Lesznem, Krotoszynem i Rawiczem. Nowo formowane wojsko wielkopolskie, w skład którego wszedł pododdział z Pakości, 2 lutego 1920r. wyruszyło na wojnę z bolszewikami.  Pułk wszedł do działań na froncie białorusko-litewskim w rejonie Kurzeniec - Wilejka.  W okresie 15-16 maja przetransportowano go w okolice Głębokie – Lipsk – Litowce. 18 lutego I batalion z kompanią pakoską w składzie walczył pod Lipskiem. Ranny w nogi kpt. Maryński nie pozwolił wynieść się z pola walki i odebrał sobie życie.  W czasie bitwy warszawskiej pakoscy żołnierze brali udział m.in. w walkach pod miejscowościami Nasielsk, Maków i Las. W rozkazie z dnia 20 sierpnia dowódca 5 armii wyraził podziękowanie żołnierzom 67 pułku za umożliwienie forsowania Narwi pod Pułtuskiem18 sierpnia.  Następnie pułk przeszedł pod Przasnysz i Chorzele działając przeciwko korpusowi konnemu Gaja. 15 września został skierowany do Grajewa. W czasie operacji nad Niemnem zadaniem pułku była osłona północnego skrzydła wojsk polskich. 18 grudnia 1920r. kompania pakoska wraz z pułkiem została wycofana z frontu kończąc swój udział w działaniach wojennych. Stacjonowała początkowo w Jarocinie i Lesznie, później przeniosła się do Rawicza. Po przejściu na organizację pokojową, z dniem 19 października 1921r. 67 pp, wszedł w skład 4 Dywizji Piechoty, zajmując garnizon w Brodnicy.

   MSZA POLOWA NA FRONCIE LITEWSKO-BIAŁORUSKIM

                     Po zakończeniu działań wojennych byli powstańcy aktywnie działali w szeregach wielu organizacji społecznych m.in. Towarzystwie Powstańców i Wojaków.  Niektórzy z nich byli motorem napędowym wielu inicjatyw podejmowanych na rzecz lokalnego środowiska w radzie miejskiej. Jednym z tych kombatantów był Roman Sment, działacz harcerski i niepodległościowy, pisarz kompanii, współautor bezcennej kroniki kompanii pakoskiej. W okresie międzywojennym prezes koła Towarzystwa Powstańców i Wojaków w Pakości.  

ROMAN SMENT

                        Początkowo polegli powstańcy zostali pochowani we wspólnej mogile, nad którą wzniesiono w 1928 roku pomnik. W kwietniu 1938 roku Koło Powstańców i Wojaków w Pakości podjęło inicjatywę budowy nowego pomnika. Ustalono, że będzie on wzniesiony na głównej drodze, pomiędzy starą a nową częścią cmentarza. Po opublikowaniu odezwy Komitetu Budowy Pomnika, z pomocą finansową pospieszyło całe społeczeństwo miasta. Projekt pomnika wykonał pochodzący z Pakości Florian Grudziński. Dnia 15 kwietnia 1939 roku ekshumowano prochy poległych na nowe miejsce spoczynku znajdujące się w krypcie pod pomnikiem. Złożono je w podwójnej trumnie. Prace budowlane prowadzono do wybuchu II wojny światowej. Dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności pomnik w stanie niewykończonym przetrwał całą okupację hitlerowską do 1945 roku. Byli powstańcy postanowili sposobem gospodarczym wmurować w pomnik granitową tablicę z wyrytymi nazwiskami poległych oraz zakończyć górną część trzonu pomnika stopniowym zwężeniem i kamiennym krzyżem na wzór Krzyża Powstańczego.

powrót do strony głównej